Translate

2017/12/08

Kasztanowo...


   Trzeci i jak na razie ostatni wirus z Grety Multi Natura, szydełko nr 9.
Do wirusów wrócę niebawem ale chwilowo muszę odpocząć i zająć się
innymi rzeczami.






2017/12/03

Coś optymistycznego.


   Na początku października, zaczęłam dziergać wirusa z Grety Multi Natura,
szydełkiem nr 5, w odcieniach pomarańczowych i fioletowych.


  Bardzo mi się to zestawienie kolorystyczne spodobało. Takie wesołe,
optymistyczne. Spodobało się także mojej córci, która poprosiła, żebym
tego wirusa dokończyła specjalnie dla niej.
  Dziecku się nie odmawia, więc córcia dostała ode mnie swojego wiruska.



2017/11/25

Jagodowy wirus.


   Oto mój kolejny, jeszcze cieplutki wirus. Wydziergany z kauflandowego
akrylu. Kiedy patrzę na tę chustę, kojarzy mi się z pierogami z jagodami
i śmietaną. No sami powiedzcie. Mniam, mniam. Coś smakowitego.



2017/11/23

Zimowy zachód słońca czyli wirusów ciąg dalszy.


   Wydziergałam kolejnego wiruska. Kolory włóczki skojarzyły mi się
z zimowym, mroźnym  niebem o zachodzie słońca. Są tu więc między
innymi: lodowy niebieski, zimny błękit, mroźny róż i śnieżna biel.



   Bardzo polubiłam szydełkować włóczką Greta Multi Natura,
więc i ten wirusek jest z tej włóczki.


    Troszeczkę włóczki zostało i na szybciutko wymyśliłam proste
mitenki, czyli rękawiczki bez palców. Zawsze dziergałam takie na drutach.
Te są zrobione szydełkiem nr 4 i to moje pierwsze, szydełkowe.
Jeśli będzie bardzo zimno, można takie mitenki założyć na pięciopalczaste
rękawiczki, wtedy będą dodatkowo ogrzewały dłonie.






2017/11/13

Dżinsowo mi:):):)


    Postanowiłam poeksperymentować z grubością szydełka.
Do tej pory dziergałam wirusy z włóczki Greta Multi Natura,
szydełkiem nr 5.
    Tym razem pokusiłam się o grubsze szydełko. I to nie byle jak
grubsze a w rozmiarze 9. Tak dziewięć.
    Na początku robiło się dziwnie ale jak wpadłam w rytm,
to wirus poszedł "jak burza".
    Chusta jest cudowna. Miła w dotyku i lejąca.
Pięknie się układa a dzięki dodatkowi wełny jest również ciepła.
    Ten układ kolorów doskonale gra z dżinsowymi spodniami
lub spódniczkami.
    Tak mi się spodobało dzierganie grubym szydełkiem, że robię
już kolejnego takiego wirusa.
      A Wam jak się podoba?







2017/11/12

Moherowa chusta


  Witajcie Kochani!

   Szydełko i druty stanowią ostatnio podstawę mojej egzystencji.
Dzierganie uspakaja, można przemyśleć wiele spraw, obejrzeć przy
okazji jakiś ciekawy film na DVD. Oprócz tego, że powstaje coś z niczego,
takie robótki mają niezaprzeczalna zaletę. Mianowicie taką, że zawsze
wiadomo, gdzie jest mama, i że można przyjść, usiąść i porozmawiać.
Z czego dzieci korzystają. I tak podczas tych konwersacji tudzież
przemyśleń, powstają szydełkowe chusty, jak np. ta, którą dzisiaj
prezentuję.
   Chustę w kolorze złamanej bieli, wydziergałam przy użyciu szydełka nr 6,
z włóczki moherowej, wełnianej. Niestety nie znam składu ani producenta
ponieważ dostałam tę włóczkę w spadku, bez banderol.
Jedyne co mogę stwierdzić, to to, że jest w niej duuużo wełny, bo gryzie:)
Za to chusta choć wielka, jest leciutka i delikatna.
Zresztą zobaczcie sami. Zapraszam.



A oto wzór, z którego korzystałam. Znalazłam go jak i border - na pintereście.









2017/10/02

Wirus dla Mamy:)


   Dzisiejszy post jest pod nieco przewrotnym tytułem
"Wirus dla Mamy" ale nie ma on na szczęście nic wspólnego
z chorobą a jedynie z wzorem chusty.
    Jutro imieniny Teresy. Te 3 października są mniej popularne
od tych z 15 tego miesiąca. Ale u mojej Mamy wszystko musi
być inaczej więc i imieniny obchodzi jutro.
    Prezent w postaci chusty zaczęłam robić już we wrześniu,
żeby zdążyć na czas.


    I tak oto przy użyciu mojej ulubionej włóczki Greta Multi Natura
i szydełka nr 5 powstawał wirusek.


   Na chustę kupiłam dwa motki o numerze 335.
Wyrobiłam jeden i właśnie zabierałam się za drugi motek,
kiedy stwierdziłam, że kolory w motku są kompletnie inne.
Aż nie mogłam uwierzyć. Sprawdzałam numer, serię, wszystko
było takie samo ale kolory nie.
   Poszłam do pasmanterii kupić kolejny motek.
W domu okazało się, że jest taki sam jak ten mój drugi.
Cóż było robić. Czasu było niewiele, żeby zaczynać drugiego wirusa
a pruć szkoda, zwłaszcza, że akurat ten zestaw kolorystyczny
był dokładnie w guście mojej mamy.
    Zaczęłam nerwowo przeszukiwać swoje zasoby domowe
i znalazłam włóczkę tej samej grubości w pasującym kolorze.
     I tym sposobem, powstała wielobarwna chusta z jednokolorowym
wykończeniem. Jest ciekawie i niepowtarzalnie.
     Jutro okaże się, czy się spodoba.
Mam nadzieję, że tak.